Nie raz i nie dwa pisało się tu źle o Tepsie; powtarzać się więc nie będę. Wziąć rozwód z Tepsą to mistrzostwo świata, niemal jak rozwiązanie ślubu kościelnego. Zaciskając zęby dotrwałam do końca tej umowy małżeńskiej, w międzyczasie policzywszy, że na zmianie operatora zyskam ponad siedem stów rocznie.
Przy okazji zwykłą telewizornię wymieniłam na cyfrową.
Telewizja cyfrowa – jak wiadomo – daje możliwość zatrzymywania programu w dowolnym momencie, cofania go, a także przewijania do przodu. O ile do tej pory najczęściej używaną przeze mnie funkcją było wyłączanie głosu, teraz program zatrzymuję a następnie przewijam do przodu. I to bardzo szybko.
Żebyście wiedzieli, z jaką prędkością teraz kret do jelit dociera z ust do ostatniego odcinka przewodu pokarmowego! Jak fasssscynującym sportem jest przyspieszona piłka kopana! Gospodynie domowe posuwają z odkurzaczem z prędkością światła, faceci tłumaczą jak używać proszku i wybielacza krótko i węzłowato, bachory rzucają się naser topiony jak sęp na ścierwo.
Okazuje się zatem, że wybór jest znacznie większy, niż wyglądało to w notce poprzedniej.
Reklamy,którymi ostatnio raczy mnie telewizornia, w statystycznej swojej większości są monotematyczne i dotyczą problemów z wypróżnianiem. Dzielą się na środki reklamujące kreta do jelit oraz vice versa. Pośrednio z nich wynika, że obywatele nie są w stanie postawić kloca bez wspomagaczy.
To mnie przekonuje, że reklama rzeczywiście daje wolność wyboru. Mam wybór między sraczką, zatwardzeniem oraz mogę jeszcze wyłączyć telewizor.
Okoliczności są następujące: w nocy z niedzieli na poniedziałek w budynku socjalnym w Kamieniu Pomorskim wybucha pożar. Ginie 22 osoby, 21 jest rannych. W poniedziałek wielkanocny pogorzelisko odwiedza premier, oświadczając z boleściwą miną, że „nie tak sobie wyobrażał poniedziałek wielkanocny”.
Po południu głos daje prezydent. Co dokładnie mówi nie wiadomo, bo ma chyba polipy w nosie a oprócz tego przydałby się mu logopeda. Z ruchu warg czytać się nie da, bo wizja mu wyprzedza wydawaną fonię. Na szczęście telewizja to jeden wielki tabloid, więc jest napis, że oto prezydent ogłosił trzydniową żałobę narodową.
I ja uważam, że żałoba narodowa to przesada. Na drogach codziennie ginie pod kołami pijanych kierowców tyle samo ludzi. Czy oni nie zasłużyli na żałobę narodową? Giną marynarze. Górnicy giną. Tylko pojedynczo, więc nie tak spektakularnie. Kto tam jeszcze ginie. Powiedzmy, czasem jakaś ciężarna umrze przy porodzie. Goprowcy giną. Ratownicy medyczni. To mniej ważni są? Bo pojedynczo?
Stała się tragedia, owszem. Nie powinna była mieć miejsca. Ale to jest sprawa na żałobę lokalną, a nie narodową.
Ciekawi mnie, czy w ogóle ktokolwiek jest w stanie dać się uwieść na taki chwyt. Wszak do końca kadencji zostało już tylko panu prezydentowi 617 dni.
Nie przysypał mnie śnieg, nie zalał deszcz, nie porwało UFO. Ale jest ale. Ostatnio, kiedy dzwoni do mnie Pekazet, zaraz po powitaniu powiada:
– Zamieniam się w słuch.
Że tyle się ostatnio u mnie dzieje. Jest to prawda – niestety lub stety – i to dzianie nie zostawia mi już czasu ani sił witalnych na nic.
Dzisiaj więc będzie instrukcja obrazkowa
Jak obciąć kotu pazury i podać mu tabletkę.
Idziemy do lodówki. Otwieramy drzwiczki i końcem palca dotykamy papierka, w który zawinięta jest dobra, ekologiczna wiejska kiełbasa. Natychmiast pojawiają się oba sierściuchy.
Zamykamy lodówkę i łapiemy kota szarego. Udajemy się z nim do pokoju, gdzie zasiadamy w fotelu: Uwertura
Oglądamy pazury. Niektóre są naprawdę dorodne: Jaki piękny pazur!
Obcinamy je bezlitośnie: Manikiur
W tym czasie, oczywiście, kot rudy gdzieś się dematerializuje. Podstępnie zamykamy się z kotem szarym w innym pokoju. Kot rudy pojawia się w ciągu kilku sekund zaniepokojony i zaczyna drzeć pysk. Otwieramy drzwi, wypuszczamy kota szarego i łapiemy kota rudego. Kot rudy udaje trupa: Puść mnie, dzika bestio
Obcinamy mu pazury. Następnie podajemy tabletkę. Otwieramy kotu pysk, starając się wycelować w sam środek, głęboko do paszczy: Wziuuuut!
Ręką, jak imadłem, przytrzymujemy kotu pysk (żeby nam nie plunął tabletką w czółko, co się czasem, owszem, zdarza): Na zdrowie!
Sprawdzamy, czy kot nie zachomikował tabletki pod językiem, pod policzkiem etc: Pokaż kotku, co masz w środku
I – gotowe.
Jestem z tych, dla których pogoda na jutro, zapowiadana wieczorem, ma znaczenie. Odkąd nie jeżdżę samochodem zwłaszcza. Wolałabym nie zmoknąć, nie zmarznąć, nie zgrzać się i oszczędzić sobie ciężkich przeżyć.
Po wiadomościach wieczornych lecę przed telewizor, zasiadam, oczom moim ukazuje się mapa satelitarna Europy, no i cóż. Nic nie zapamiętuję. Po prostu wyłącza mi się mózg. Skupiam się na tym, jak pajacuje Jarosław Kret. Przed mapą gnie się w jakichś wygibasach, mówi do widzów jak do niedorozwiniętych dzieci, i w dodatku ma niekonwencjonalne marynarki i koszule. Kret jest dla mnie plamą, która się giba jak w teatrze cieni jakiś gibbon.
Ale i tak moją faworytką jest Marzena Słupkowska. Gdyż Marzena Łupkowska mówi „nareście”. Nareście wyjrzało słońce. Nareście spadł śnieg. Nareście nadeszła wiosna. Prognoza bez „nareście” jest bezpowrotnie stracona, chociaż trzeba sprawiedliwie powiedzieć, że jak w jednej prognozie nie ma ani jednego nareście, to w następnej jest ich kilka.
I ja tak się skupiam, kiedy nareście będzie to nareście, że z prognozy nie pamiętam ani słowa.
Policzmy to sobie. W tygodniu tracę na to jakieś 35 minut. To miesięcznie daje dwie i pół godziny mniej więcej, taaak? I to jest naprawdę bez sensu, bo ja bym mogła przepowiadać pogodę, bez żadnych map satelitarnych, z własnego fotela, bez pajacowania i bardzo krótko.
Otóż jutro pogoda będzie TAKA SAMA JAK DZISIAJ.
A teraz powiem, skąd to wiem. Otóż ładnych kilka lat temu w Szwajcarii ogłoszono konkurs na takich domorosłych przepowiadaczy pogody. I skrzyknęło się trzech brunetów z targetu „My tu wszystko fersztejen” i wygrało ten konkurs. Ich myśl szła drogą następującą: pogoda niezwykle rzadko zmienia się w sposób gwałtowny. Jeżeli dzisiaj jest plus trzy stopnie, to jutro będzie albo trochę mniej, albo trochę więcej, jeśli nie ma wiatru, to może się zerwie jakiś, ale mało to jest prawdopodobne. Czyli na jutro spokojnie można podawać parametry z dzisiaj.
No to już wiecie jaka będzie jutro pogoda. Taka sama, jak dzisiaj. Wspomnicie moje słowa.
Tu się normalnie takie rzeczy nie odstawiały, ale sytuacja jest wyjątkowa, i w ogóle, nawet Immanuel Kant by zrezygnował ze swojego spaceru o godzinie punktualnie niewiadomo dokładnie której, ale, ale.
Moja koleżanka z pracy szuka odpowiedzialnego domu dla tego psa:





To psie dziecko ma w tej chwili jakieś osiem miesięcy.
„…zobaczyłam go na ulicy. Na początku myślałam, że to pies jednego chłopaka, bo szedł obok niego. Ale potem szedł obok innej osoby, potem innej... tak przekroczył najruchliwsze skrzyżowanie w okolicy, z tramwajami jako bonus. Czasem ktoś się obejrzał, co mu się koło nóg plącze i tyle... Zaczęłam polowanie. Piesek wybiegał na ulicę, samochody hamowały, autobus zatańczył, ja zamknęłam oczy i pokornie poddałam się zawałowi... i tak kilka razy pod rząd . Dwa razy miałam go na wyciągniecie ręki, ale bał się mojego psa i nawiewał... W końcu któreś nogi, do których się przyplątał, poproszone przeze mnie pomogły go złapać. nie znał szelek, obroży, sztywniał, jak mu się zakładało smycz. ale już umie chodzić na smyczy, uczy się szybko wszystkiego, co grzeczny piesek wiedzieć powinien.
Psi chłopczyk dostał roboczo na imię Barrack. Po wykąpaniu i odżywieniu wygląda jak mały, aksamitny lisek :-). Dużo już nie urośnie. Został nauczony czystości, przychodzenia na zawołanie, chodzenia na smyczy. Już nie boi się własnego cienia. Jest odrobaczony, zaszczepiony, ma książeczkę zdrowia. Jest towarzyskim przytulakiem, odważnym, choć nie agresywnym. Teraz waży niecałe 9 kg, jest drobny, szczupły, ale ma długie nogi. W kłębie ma ok. 44 cm."
Barrack jest już gotów na adopcję. Szukamy dla niego dobrego domu. Prawdziwego – czyli na zawsze. Może mieszkać z dziećmi i kotami. Na pewno nie może mieszkać w budzie, bo to nie ten typ psa.
Odpowiedzialny dom zgodzi się na wizytę przed i ewentualną poadopcyjną oraz podpisanie umowy o przekazanie psa.
Możliwość uzgodnienia transportu w całej Polsce
kontakt w sprawie adopcji:
olacha@tlen.pl
507 47 62 39
